Aukcje komornicze - sposób na tanie zakupy?

Aukcje komorniczeAukcje komornicze w Polsce - sposób na tanie zakupy?

W ostatnim czasie coraz większe znaczenie w naszym kraju zyskują licytacje przedmiotów zajętych przez komorników sądowych, którzy umożliwiają następnie kupno tych towarów po znacznie niższej cenie niż ich wartość rynkowa.

Coraz więcej osób bierze udział w tego typu przetargach, upatrując szansy na okazyjne zakupy i zaoszczędzenie wielu pieniędzy. Taka forma transakcji, bardzo popularna w krajach zachodnich ma jednak tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Okazuje się, że nie wszyscy podzielają pozytywne opinie na temat aukcji komorniczych. Czy zatem jest to rzeczywiście sposób na tani biznes?

Na czym to wszystko polega?

Idea licytacji opiera się na przebijaniu ceny. Wygrywa ten, kto zadeklaruje najwyższą kwotę zakupu. Zakończenie licytacji sygnalizuje tzw. przybicie, czyli zwyczajowe huknięcie młotka przez komornika. Początków tego typu procederów w naszym kraju można by się doszukiwać w czasach najdawniejszych, jednak pierwszymi osobami, które pełniły funkcję komorników w dzisiejszym tego słowa znaczeniu byli XIX- wieczni egzekutorzy. Egzekutor był urzędnikiem Sądu Królewskiego i z jego ramienia prowadził czynności egzekucyjne. Na licytację trafiały wówczas takie przedmioty jak łyżki, naczynia czy książeczki do nabożeństwa. Dzisiaj na aukcjach komorniczych można kupić niemal wszystko: od samochodów, przez biżuterie aż po żywe zwierzęta. W jednej ofercie z województwa mazowieckiego natknęliśmy się nawet na … 14-sto zębowe, metalowe grabie za 4, 50 zł. Nie trzeba chyba wspominać o przedmiotach domowego użytku, takich jak meble, odzież czy sprzęt RTV/ AGD. W ostatnim czasie prawdziwą furorę robi jednak rynek nieruchomości.

Na stronie serwisu Krajowej Rady Komorniczej możemy bez trudu znaleźć ogłoszenia dotyczące sprzedaży gruntów, domów, mieszkań czy lokali użytkowych. Co prawda wybór, mimo stałego napływu nowych ofert jest ciągle stosunkowo nieduży, jednak decydując się na tego typu zakup możemy zaoszczędzić kilkadziesiąt, lub nawet kilkaset tysięcy złotych!Co więcej, nie trzeba spełniać żadnych szczególnych wymogów, aby wziąć udział w takiej licytacji. Wystarczy mieć ze sobą dowód osobisty i odpowiednią sumę pieniędzy oraz stawić się w miejscu i czasie wyznaczonym w ogłoszeniu. Jeszcze kilka lat temu sporym problemem był dostęp do informacji o przetargach, gdyż mogliśmy się o nich dowiedzieć głównie z ulotek wywieszonych w budynkach sądowych. Dzisiaj jednak, dzięki nowelizacji ustawy z 2011 roku praktycznie wszystkie obwieszczenia o licytacjach dostępne są w internecie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce frazę: "licytacje komornicze" i wyskoczy nam całe mnóstwo adresów stron internetowych, na których można znaleźć tego typu ogłoszenia. Można też od razu przejść na stronę serwisu Krajowej Rady Komorniczej, gdzie wybór jest największy.

Dlaczego tak tanio?

Zarówno ruchomości, jak i nieruchomości trafiają na licytacje komornicze z powodu długów. Jeżeli właściciel nie jest w stanie spłacić swoich zobowiązań, to wierzyciele zwracają się do organu egzekucyjnego, czyli komornika, który zajmuje określoną własność i w odpowiednim trybie, regulowanym przez przepisy prawa wyznacza termin przetargu. Pieniądze uzyskane w ten sposób, mają zostać przeznaczone na spłatę długów. Komornicy, którzy licytują przedmioty czy nieruchomości dłużników za wszelką cenę chcą je spieniężyć - to dlatego dobra oferowane na tego rodzaju aukcjach są takie tanie. Cena wywoławcza to zwyczajowo 75% wartości rynkowej danej rzeczy, oszacowanej przez biegłego. Mało tego - w sytuacji gdy nie ma chętnych na kupno, odbywa się druga licytacja w późniejszym terminie, gdzie cena wywoławcza jest jeszcze bardziej obniżona i wynosi zaledwie 50% wartości w przypadku ruchomości oraz 2/3 wartości dla nieruchomości. Gdyby więc udało się nam nabyć mieszkanie o wartości 300. 000 złotych w normalnej cenie wywoławczej, to zapłacimy za nie tylko 200. 000, a reszta zostaje w naszym portfelu!

Gdzie jest haczyk?

Na pierwszy rzut oka licytacje sądowe wydają się być bezpieczną formą robienia zakupów, idealną dla przeciętnego Kowalskiego, który stale poszukuje w swym życiu oszczędności. Szeroka gama produktów, jasne zasady, niska cena - czego chcieć więcej? Naprawdę ciężko jest kupić samochód, pralkę czy telewizor taniej niż na aukcji komorniczej. Niekiedy samo narzuca się wręcz pytanie, czy aby na pewno nie ma tutaj zastawionej na nas pułapki? Czy jest w tym jakiś haczyk? Okazuje się, że jest - i to nie jeden.

Po pierwsze, trzeba posiadać odpowiednią ilość gotówki. W zasadzie nie można tutaj płacić przelewem, co często może być dość sporym utrudnieniem. Zanim wejdziemy do gry o wartościowy dla nas przedmiot, musimy najpierw wpłacić rękojmie, czyli wadium, które zawsze wynosi 10% ceny wywoławczej. Jeśli więc samochód został wyceniony na 10.000 złotych, to wadium będzie wynosić tysiąc złotych. Wadium nie przepada - wszystkim uczestnikom licytacji zostanie ono zwrócone po jej zakończeniu, zwycięzca natomiast zapłaci kwotę pomniejszoną o wartość rękojmi. Jeśli założymy, że udało nam się wygrać licytację, to musimy w trybie niemalże natychmiastowym zapłacić resztę.

Gdy cena zakupu jest wyższa niż 500 zł, nabywca może złożyć komornikowi 20% wylicytowanej kwoty, ale nie mniej niż 500 zł. Pozostała należność musi być uregulowana do godziny 12.00 dnia następnego. Jeżeli tego nie zrobimy, stracimy podwójnie - zarówno wadium jak i kwotę wpłaconą po licytacji. Tak szybki tok sprawy uniemożliwia nam praktycznie zaciągnięcie kredytu na dany przedmiot. Jeśli więc nie posiadamy odpowiedniej ilości gotówki na zakup, to lepiej z niego zrezygnować, gdyż zamiast zaoszczędzić, możemy dużo stracić.

Inną wadą systemu aukcji komorniczych jest czasochłonność. Nie wystarczy bowiem tylko odszukać danej rzeczy na stronie internetowej. To nie to samo, co serwis allegro, gdzie można zamawiać przedmioty o każdej porze z przesyłką do domu. Tutaj na licytacji trzeba pojawić się osobiście, w terminie wyznaczonym przez sąd, często dla nas nie wygodnym. Może to bardzo kolidować z naszymi planami i pracą. Trudno jest przecież prosić szefa o dzień urlopu, tylko dlatego, że jest jakaś licytacja. Nawet jeżeli będziemy mogli stawić się na aukcji i zgromadzimy odpowiednią ilość gotówki, to nasz sukces nadal jest niepewny. Nabywanie ruchomości i nieruchomości w cenie wywoławczej następuje zazwyczaj tylko wtedy, gdy jest tylko jeden chętny na ich zakup. Im bardziej "kusząca" oferta, tym chętnych na kupno może być więcej. Stałe podbijanie ceny przez uczestników licytacji sprawi, że kwota do zapłaty będzie wzrastać. Aby więc naprawdę zaoszczędzić na przetargu, musimy mieć też szczęście. Niekiedy bowiem udaje się natrafić na okazje specjalne, gdzie pomimo dużej wartości danej rzeczy i niskiej ceny, brakuje chętnych do zakupu. Wówczas to możemy sporo zaoszczędzić. Czasem bywa jednak i tak, że zbiera się cały tłum licytujących, a cena może podskoczyć nawet powyżej wartości rynkowej. Wtedy nasze zakupy nie mają najmniejszego sensu.

Inne zagrożenia

Jak się okazuje, to nie koniec zagrożeń związanych z kupowaniem od komornika. W obwieszczeniu sądowym opis rzeczy wystawionej na sprzedaż jest zazwyczaj bardzo powierzchowny. Zwykle podane są tylko podstawowe parametry. W tym przypadku jednak sami możemy poszukać bardziej szczegółowych danych dotyczących np.: danego modelu samochodu. Problem tkwi jednak w tym, że brakuje zdjęć, które umożliwiłyby nam ocenę stanu technicznego. W obwieszczeniu takie informacje podawane są niezwykle rzadko i w zasadzie o faktycznym stanie dowiadujemy się dopiero przed licytacją.

Przykład z jednej takiej aukcji, która odbyła się kilka lat temu w Poznaniu. Do kupienia dziesięcioletni Fiat Seicento, koloru czerwonego w niezwykle okazyjnej cenie 2.000 zł. Na wyznaczonym miejscu zebrała się kilkunastoosobowa grupa potencjalnych nabywców. Wkrótce pojawił się także komornik. Zaprowadził on wszystkich na parking samochodowy znajdujący się nieopodal. Na samym jego środku znajdował się piękny, czerwony samochodzik. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie… zmiażdżony lewy bok i nadpęknięta przednia szyba. Auto było zdolne do jazdy, ale wymagało natychmiastowej wizyty u blacharza. Tymczasem w obwieszczeniu nie było mowy o żadnym uszkodzeniu. Ostatecznie znalazł się tylko jeden chętny na zakup. W przypadku samochodów sytuacja jest o tyle trudna, że niektóre wady są niemożliwe do wykrycia na pierwszy rzut oka. Wychodzą one zwykle na jaw dopiero po pewnym czasie użytkowania.

My natomiast niestety nie możemy domagać się odszkodowania od biegłego za zbyt wysokie oszacowanie. Niestety to nie jedyne niedogodności, których mogą nam przysporzyć aukcje komornicze. Przykład z innego przetargu z Lubonia k. Poznania. Na sprzedaż 12-letni Mercedes klasy B. Na wyznaczonym miejscu pół godziny przed czasem pojawił się pierwszy zainteresowany. Pewien mężczyzna podchodzi do niego, twierdząc, że aukcja jest nieaktualna. Zniechęcony kontrahent chce odejść, ale niespodziewanie pojawiają się kolejne osoby. Okazało się, że dłużnik był bardzo przywiązany do swojego Mercedesa i próbował wprowadzić potencjalnych nabywców w błąd. Zjawił się jednak wierzyciel, który szybko wyjaśnił całą sprawę. Minęło kilkanaście minut. Licytacja miała się rozpocząć o 15.00. Komornik przybył pięć minut po czasie. Zamiast jednak rozpocząć przetarg, intensywnie dyskutował z dłużnikiem na uboczu. Po dziesięciu minutach wymiany zdań przyjechał czarny Chevrolet. Wyszedł z niego starszy mężczyzna w okularach i od razu skierował się w stronę komornika. Okazało się, że był to brat nieuczciwego dłużnika, który postanowił spłacić za niego pozostałą część długu. Okazuje się bowiem, że jeśli dłużnik spłaci swoje zobowiązania przed rozpoczęciem aukcji, to zostanie ona anulowana. Mimo, że było właściwie piętnaście minut po czasie, to komornik postanowił pójść mu na rękę. Licytacja bez żadnego wytłumaczenia została odwołana, a zgromadzeni kontrahenci musieli wrócić do swoich zajęć. Nie dość, że stracili szansę na kupno samochodu, to także zmarnowali swój czas. Niestety, istnieje też cały szereg innych zagrożeń. Z wielką uwagą należy czytać to, co znajduje się na obwieszczeniu, wiele ogłoszeń dotyczy bowiem prawa do współwłasności danej rzeczy. Można więc przez nieuwagę wpaść w sidła. Większość z nas nie chce przecież dzielić samochodu czy mieszkania z zupełnie obcą osobą, a pragnie je nabyć tylko dla użytku własnego.

Zdarza się również, że dłużnicy, którzy nie mogli pogodzić się ze stratą własności wnoszą skargę sądowa dotyczącą przebiegu licytacji. W zdecydowanej większości bywają to oskarżenia zupełnie bezpodstawne, jednak czekają nas kolejne nerwy, a nabyta przez nas rzecz nie zostanie nam wydana, dopóki skarga nie zostanie rozpatrzona. W takim wypadku możemy jednak domagać się unieważnienia aukcji i zwrotu pieniędzy. Niekiedy dłużnicy bywają jednak jeszcze bardziej zdesperowani. Zdarzyło się nawet kilka razy, że po utraceniu samochodu czy mieszkania, w różny sposób próbowali oni uprzykrzyć życie nowym właścicielom. Są to jednak sytuacje ekstremalne, które w życiu codziennym się nie zdarzają.

Z wielką uwagą należy natomiast czytać to, co znajduje się na obwieszczeniu. Wiele ogłoszeń dotyczy bowiem prawa do współwłasności danej rzeczy. Można więc przez nieuwagę wpaść w kolejną pułapkę. Większość z nas nie chce przecież dzielić samochodu czy mieszkania z zupełnie obcą osobą, a pragnie je nabyć tylko dla użytku własnego.

Aukcje komornicze - tak czy nie?

Czy warto zatem kupować na aukcjach komorniczych? To zależy. Na pewno taki zakup należy dobrze przemyśleć. Przed podjęciem decyzji należy rozważyć wszelkie za i przeciw. Trzeba się też liczyć z tym, że mogą zdarzyć się sytuację niezależne od nas, które są w stanie pokrzyżować nasze plany. Jeżeli jednak będziemy wytrwali i dopisze nam szczęście, to możemy naprawdę sporo zaoszczędzić.

Ocena: 5.0

Komentarze